środa, 8 czerwca 2011

"Miłość w czasach korporacji" Aśka Bitner dla Kropki Kreski

Poprosiłem dobrą swoją o text, o tym co się wokół dzieje. Text jest szalenie adekwatny, zresztą zobaczcie sami...Mam ogromną przyjemność przedstawić Aśkę Bitner, która opisała kawałek mojego życia.


"en pochylił się w stronę odbicia w lustrze
kurwa, przecież nie może nagle zacząć przejmować się bruzdami na czole!
jakimiś zagłębieniami w skórze, o których istnieniu nie miał dotąd pojęcia, choć sądząc po ich głębokości - są już z nim spory kawał czasu...


jego trzeźwy umysł, którego szczątkowe truchło wciąż jeszcze pulsowało pod pokrywą czaszki, powtarzał jak mantrę to jego
'do dupy z tym!'
nie ma się nad czym rozczulać...
jednak...


jednak es przekuł go na wylot tą wczorajszą uwagą wypowiedzianą w dość niewłaściwym momencie, podczas kolacji w gronie jego znajomych z ICH pieprzonej korporacji, którą oni z uwielbieniem nazywają 'naszą firmą'
z tej fabryki okien wystawowych i napuszonych manekinów
dla których produkuje się te wszystkie szmaty
manekinów na rowerach
manekinów na harlejach
kocach piknikowych
manekinów wśród bawiących się dzieci
rozkwitających słoneczników
manekinów opierających się o pień drzewa
rozpierających się w drewnianych żaglówkach
manekinów spoglądających martwymi oczami, ubranymi w okulary przeciwsłoneczne prosto w poliuretanowe słońce
na setę wysmarowanych z tej okazji jakimś markowym sun lotionem
o spf 20...


es wysyczał tylko, że gdyby był w JEGO wieku, nigdy nie pozwoliłby sobie na niestosowanie żadnych kosmetyków do pielęgnacji skóry twarzy
tak to ujął - do pielęgnacji skóry twarzy...


racjonalny en ględził dalej pod czaszką...
przecież to, że jest pedałem nie zobowiązuje go do regularnego depilowania krocza
bulenia za elektrostymulację mięśni
i szukania na grouponie ofert specjalnych na liposukcję kawitacyjną okolic ud
jednak...


jednak to on - en - nie mógł rano oderwać oczu od nadzwyczajnie doskonałego rysunku twarzy es
który nie przekroczył jeszcze granicy dzielącej es śniącego od es śpiącego
śpiącego bo tylko kilka godzin snu
śpiącego w celu zregenerowania organizmu
śpiącego by napełnić się energią, którą będzie rozdawał przez cały dzień swoim przełożonym, klientom, znajomym z pracy i przechodniom na ulicy...
i mogącego pozwolić sobie na tych dodatkowych parę godzin snu
z powodu niezwykłego talentu jakim jest obdarzony
es, którego podziwia się za jego nadzwyczajne pomysły
i fantastyczne relacje z klientami...


to on - en - stawał w łazience gdy es pospiesznie wpadał do domu wziąć szybki prysznic między spotkaniami
pod pretekstem omówienia szczegółów dzisiejszego spotkania z klientem nagranym mu przez es,
podczas gdy jedyne o czym marzył to obrysować jego piękne ZADBANE nienaganne ciało językiem
milimetr po milimetrze
nie poczuwszy ani jednej oznaki niedoskonałości,
ani odrobiny fałszu,
ani...


wracał więc do swojego biurka,
ściskał mysz, rozmazując na oślep plamy rozmytej poświaty w projekcie folderu promującego działalność stręczycieli
tych przedsiębiorczych, obleśnych skurwieli
od wyścigów nękanych anoreksją nastolatek na piętnastocentymetrowych obcasach...
es powiedział, że en ma zrobić wszystko, by ten klient nie miał ani grama wątpliwości
że on - es nigdy nie myli się w doborze rekomendowanych przez niego speców od reklamy...


en poczuł, że się spocił
czuł to i wiedział,
że wyprodukowane przez jego gruczoły substancje zawierające oprócz wody trochę soli, mocznika, kwasu mlekowego, węglowodanów, potasu, magnezu
zmienią się za chwilę za sprawą bakterii w śmierdzącą wydzielinę
zapach potu zależy od rodzaju bakterii danego organizmu’
dlaczego es - oprócz wysportowaną sylwetką, uroczą aparycją i wdzięczną ekstrawertyczną charyzmą - został obdarowany dodatkowo mniej ohydnymi bakteriami odpowiedzialnymi za rozkładanie potu??...


wystarczy zadręczania się!
przecież on - en - wie, że nikt nigdy nie dał mu takiego poczucia stabilności
przecież to on - en - ma problem społeczny - jest pierdolonym mrukiem, malkontentem, aspołecznym typem, który czeka aż sukces spadnie mu z nieba
i gdyby nie es, to on - en - przeżyłby w ten beznadziejny sposób całe swoje życie,
skazując się na niebyt, wieczne poczucie niesprawiedliwości i przerywane od czasu do czasu wenlafaksyną depresje...


dość, kurwa!!
cała wielka część en krzyczała
darła się wewnątrz obolałej, otępiałej czaszki
że to wszystko nieprawda...
nie umiał uwierzyć, że ta cała zabawa szmatami i stajlingiem ma coś wspólnego z jego prawdziwym życiem
nie pragnął zaistnieć
nie chciał wcale sprzedawać snów o sylwetce rozmiaru 36
WSZECHSYLWETCE
nie chciał tworzyć piękna, które dawało dupy na wypasionych jachtach motorowych,
w zaciszu pięciogwiazdkowych hoteli europy,
na plażach teneryfy
wolał już chyba, by jego twórczość dupczyła się na rogu szemranej uliczki,
oparta o okratowane okno na zapleczu sklepu z alkoholami
nie wierzył w serum z kwasem hialuronowym
ani preparaty z dużą zawartością koenzymu q10
chciał stać na tym rogu i mieć w dupie to piękno sprzedajne,
poprawiane do właściwego rozmiaru przy pomocy skalpela lub photoshopa...
jedyne czego pragnął - oprócz nie-bycia samemu na świecie - to dotykać świata i czynić go pięknym
pięknym dla siebie


i dla es"


Aśka Bitner
08.06.2011, 4am

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz